Podczas Złotych Globów 2026 polityka pozostała na czerwonym dywanie

Na czerwonym dywanie Złotych Globów 2026 kilka celebrytów wykorzystało swoje ubrania jako narzędzie protestu przeciwko Agencji Imigracji i Celnej (ICE) i otwarcie wyraziło swój sprzeciw wobec obecnej administracji Trumpa. Jednak na samej scenie wydarzenia zauważalnie nie było komentarzy politycznych w porównaniu z latami ubiegłymi. Popularne amerykańskie programy rozdania nagród od dawna są krytykowane za przede wszystkim podnoszenie głosów białych, męskich i zamożnych twórców. Ale jednocześnie etapy tych wydarzeń służą osobom publicznym za platformę do wypowiadania się na temat bieżącej polityki i sprawiedliwości społecznej. W 1973 roku Marlon Brando w słynny sposób odrzucił swoją statuetkę Oscara dla najlepszego aktora na rozdaniu Oscarów i wysłał Sacheen Littlefeather, rdzenną Amerykankę, aby wygłosiła przemówienie w jego imieniu. Niedawno, w 2018 roku, Seth Meyers wielokrotnie żartował kosztem Trumpa podczas Złotych Globów. W tym roku komentarz polityczny na scenie Złotych Globów ograniczył się jednak do kilku przelotnych komentarzy i ukrytych nawiązań. To zmiana odzwierciedlająca szerszy trend polegający na tym, że elity Hollywood pozornie przymykały oczy na obecny stan rzeczy podczas drugiej kadencji Trumpa. „Najważniejsza rzecz na świecie” Aby wydobyć jakiekolwiek oświadczenia polityczne z wczorajszego programu, konieczna mogła być uważna lektura. Komik Nikki Glasser rozpoczęła ceremonię niejasną aluzją do niemal wszystkiego, co dzieje się poza Hollywoodem, nazywając Złote Globy „bez wątpienia najważniejszą rzeczą, która dzieje się obecnie na świecie”. Inni wypowiadali się podobnie dyskretnie, włączając w to komentarz reżysera Judda Apatowa: „Wierzę, że mamy teraz dyktaturę” – zgrabnie wpleciony w strumień żartów. Nawet gdy film Jedna bitwa po drugiej – satyra na rewolucję, która krytykuje ugrupowania antyimigracyjne – zdobyło wiele nagród, nie padło żadne oświadczenie bezpośrednio na temat obecnej administracji. Porównajcie tę wymowę z rokiem 2017, kiedy zaledwie kilka miesięcy po wyborze Trumpa na pierwszą kadencję, nastąpił jeden z najbardziej wirusowych – i wpływowych – momentów Złotych Globów, kiedy Meryl Streep w swoim przemówieniu akceptacyjnym publicznie wykrzyknęła prezydenta. „Hollywood roi się od obcych i obcokrajowców, a jeśli ich wszystkich wyrzucimy, nie będziemy mieli nic do oglądania oprócz piłka nożna i mieszane sztuki walki, które nie są sztuką” – powiedziała Streep. Jej przemówienie wygłoszono na wiele lat przed brutalnym starciem Gwardii Narodowej Trumpa z protestującymi na ulicach, zanim Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego oddzielił tysiące dzieci od rodziców, zanim agenci ICE zaczęli pojawiać się w szkołach i domach kultury w całym kraju oraz zanim agent Jonathan Ross zastrzelił w zeszłym tygodniu mieszkankę Minneapolis Renee Nicole Good. Jednak z jakiegoś powodu wyglądałoby to nie na miejscu podczas stosunkowo apolitycznego wydarzenia wczorajszego wieczoru. wydarzenie. „Oczywiście, to dla matki”. Aby być uczciwym, kilka gwiazd próbowało zabrać głos. Gwiazdy, w tym Wanda Sykes, Natasha Lyonne i Jean Smart, nosiły przypinki z napisem „Be Good” jako nawiązanie do Renee Nicole Good. Inni mieli przypinki z napisem „Ice Out”. W wywiadzie dla Variety przed pokazem Sykes wyjaśniła swoją przypinkę: „Oczywiście to dla matki zamordowanej przez agenta ICE i to naprawdę smutne”. Mark Ruffalo również wypowiadał się bardziej bezpośrednio, mówiąc Entertainment Tonight: „Mamy, dosłownie, szturmowców biegających po okolicy i terroryzujących. I choć bardzo to wszystko kocham, nie wiem, czy mogę udawać, że te szalone rzeczy się nie dzieją”. W innym wywiadzie dla USA Today Ruffalo dodał: „(Trump jest) pedofilem. To najgorsza istota ludzka. Jeśli mamy polegać na moralności tego faceta w przypadku najpotężniejszego kraju na świecie, to wszyscy mamy poważne kłopoty. „Ale co warto zauważyć, te komentarze zostały udostępnione na czerwonym dywanie, aby czytelnicy w różnych serwisach informacyjnych mogli je przeczytać – a nie na samej głównej scenie, przed milionami widzów w domu. Kiedy gwiazdy wieczoru znalazły się w centrum uwagi, w większości wolały zachować ciszę. „Czy jestem odważna, czy oni są tchórzami?” Dosłowne odsunięcie na bok komentarzy politycznych podczas Złotych Globów 2026 może być rozczarowujące dla fanów, którzy chcą, aby celebryci wypowiadali się na temat niesprawiedliwości, ale nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę zwrot w Hollywood od początku drugiej kadencji Trumpa. Gwiazdy takie jak Jennifer Lawrence, Robert De Niro, Barry Jenkins i inni, którzy niegdyś ostro krytykowali prezydenta, ostatnio milczą. Sama Lawrence wypowiedziała się niedawno na temat tej zmiany, stwierdzając w wywiadzie dla podcastu The Interview dziennika The New York Times, że „nauczyliśmy się, że wybory po wyborach celebryci nie mają żadnego wpływu na to, na kogo ludzie głosują”. Jednak jak trafnie zauważyła Refinery 29 w niedawnym artykule, nie jest to do końca prawdą. Podkreśla, że poparcie Taylor Swift dla Kamali Harris przed wyborami prezydenckimi w 2024 r. przyciągnęło ponad 400 000 osób do serwisu głosowania.gov w ciągu 24 godzin. A wspieranie przez aktorkę Bridgerton Nicoli Coughlan organizacji pomocowych dla Palestyny pomogło dotychczas zebrać ponad 2 miliony dolarów. W rozmowie z Refinery 29 po tegorocznym gali Złotych Globów aktorka i aktywistka Jameela Jamil zaprzeczyła poglądowi, że jej własne działania są „odważne”. „Czy jestem odważny, czy oni są tchórzami?” powiedziała. „Myślę, że są chciwi, dziwni i rozczarowujący. Spójrzcie na miliardy oczu, którymi patrzymy na nas wszystkich razem wziętych – w branży nie powinny znajdować się osoby odstające, które są tymi zdeklarowanymi… występującymi samotnie z taką ilością przywilejów.”
已Opublikowany: 2026-01-12 21:45:00
źródło: www.fastcompany.com







