Człowiek, który uczynił Indie cyfrowymi, jeszcze nie jest skończony
Brzmi to niemal jak szaleństwo. Jednak projekt fininternetowy ma 30 partnerów na czterech kontynentach. Nilekani twierdzi, że wystartuje w przyszłym roku. Powołanie do służby Nilekani narodziło się w Bengaluru w 1955 roku. Jego rodzina należała do klasy średniej i, jak mówi Nilekani, „poruszała się problemami i wyzwaniami społecznymi”. Jego wychowanie było również przesiąknięte socjalizmem, za którym opowiadał się pierwszy premier nowego narodu, Jawaharlal Nehru. Po studiach z elektrotechniki w Indyjskim Instytucie Technologii, w 1981 r. Nilekani pomógł założyć Infosys, firmę zajmującą się technologią informatyczną, która była pionierem outsourcingu i pomogła przekształcić Indie w światowe biuro IT. W 1999 r. był częścią wyznaczonej przez rząd grupy zadaniowej próbującej unowocześnić infrastrukturę i usługi w Bengaluru, wówczas wschodzącym jako technologiczna stolica Indii. Jednak Nilekani nie był wówczas postrzegany jako kolejny technooptymista. „Nie chciałem być postrzegany jako na tyle naiwny, by wierzyć, że technologia może rozwiązać wszystko” – mówi. Nilekani demonstruje technologię biometryczną w sercu Aadhaar, systemu, na którego czele stał, który zapewnia wszystkim Hindusom unikalny cyfrowy numer identyfikacyjny. PALLAVA BAGLA/CORBIS/GETTY IMAGES Widząc skalę problemu, zmienił zdanie – sklerotyczna biurokracja, endemiczna korupcja i wykluczenie finansowe były nie do pokonania bez rozwiązań technologicznych. W 2008 roku Nilekani opublikował książkę „Imagining India: The Idea of a Renewed Nation”. Był to manifest Indii, które mogą wskoczyć w usieciowioną przyszłość. I dzięki temu znalazł pracę. W tamtym czasie ponad połowa urodzeń w kraju nie była rejestrowana, a aż 400 milionów Hindusów nie miało oficjalnego dokumentu tożsamości. Premier Manmohan Singh zwrócił się do Nilekaniego o wdrożenie źle określonego planu stworzenia krajowego dowodu tożsamości. Zespół Nilekaniego podjął wciąż kontrowersyjną decyzję o wykorzystaniu danych biometrycznych. System oparty na odciskach palców i skanach siatkówki oka oznaczał, że nikt nie mógł zarejestrować się dwa razy i nikt nie musiał nosić ze sobą dokumentów. Jeśli chodzi o wykonanie, było to jak próba osiągnięcia industrializacji, ale z pominięciem ery pary. Wdrożenie wymagało ogromnego wysiłku w zakresie gromadzenia danych, a także nowej infrastruktury umożliwiającej porównanie każdej nowej rejestracji z setkami milionów istniejących rekordów w ciągu kilku sekund. W szczytowym okresie indyjski Unique Identification Authority (UIDAI), agencja odpowiedzialna za administrowanie Aadhaar, rejestrowała ponad milion nowych użytkowników dziennie. Stało się to przy pomocy zespołu technicznego składającego się z około 50 programistów i ostatecznie kosztowało nieco mniej niż pół miliarda dolarów. Podekscytowani sukcesem Nilekani i jego sojusznicy zaczęli rozglądać się za innymi problemami, które mogliby rozwiązać, korzystając z tego samego podręcznika digitalizacji świata rzeczywistego. „Budowaliśmy coraz więcej warstw możliwości” – mówi Nilekani – „a potem stał się to pomysł o szerszym zasięgu. Bardziej imponujący”. Podczas gdy inne kraje budowały cyfrowe szkielety pod pełną kontrolą państwa (jak w Chinach) lub w ramach partnerstw publiczno-prywatnych, które faworyzowały podejście korporacyjne nastawione na zysk (jak w USA), Nilekani uważał, że Indie potrzebują czegoś innego. Chciał, aby kluczowe technologie w obszarach takich jak tożsamość, płatności i udostępnianie danych były otwarte i interoperacyjne, a nie zmonopolizowane ani przez państwo, ani przez przemysł prywatny. Narzędzia tworzące DPI korzystają więc z otwartych standardów i otwartych API, co oznacza, że do systemu może podłączyć się każdy. Żadna pojedyncza firma ani instytucja nie kontroluje dostępu – nie ma otoczonych murem ogrodów.
已Opublikowany: 2026-01-07 11:00:00
źródło: www.technologyreview.com








