Strona główna Edukacja Widziałem z bliska wypalenie zawodowe nauczycieli i zamiast tego zbudowałem kulturę opieki ...

Widziałem z bliska wypalenie zawodowe nauczycieli i zamiast tego zbudowałem kulturę opieki | przegladursynowski.pl

4
0
Widziałem z bliska wypalenie zawodowe nauczycieli i zamiast tego zbudowałem kulturę opieki
| przegladursynowski.pl

Widziałem z bliska wypalenie zawodowe nauczycieli i zamiast tego zbudowałem kulturę opieki

Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że jadę na pustym zbiorniku, nie podczas kryzysu; było to podczas spotkania personelu. Oczy mi się zamgliły, gdy dyrektor przeglądał punkty danych i kalendarze. Pamiętam, że kiwałem głową, podczas gdy moje ciało wołało o odpoczynek. Nauczyciele wokół mnie wpatrywali się w swoje laptopy z opuszczonymi ramionami i w połowie pustymi filiżankami po kawie. Nikt się nie odezwał, jeśli nie został o to poproszony. Mieszanka apatii i przetrwania. Byliśmy nauczycielami, którzy próbowali zachować równowagę w systemie, który zapomniał, że jesteśmy ludźmi. Po pandemii zmęczenie stało się naszym punktem odniesienia. Sale lekcyjne tętniły niepokojem, gdy uczniowie wracali z nowymi warstwami traum, rodziny zmagały się ze stratą i niestabilnością, a nauczyciele to wszystko absorbowali. Rozwój zawodowy trwał nadal, rubryki nadal miały znaczenie, a sformułowanie „samoopieka” było rzucane jak karteczka samoprzylepna. Ale to, co zobaczyłem i poczułem, sięgało głębiej niż wypalenie. To był smutek, odłączenie i rozpaczliwa potrzeba wspólnoty. Ponieważ troska praktykowana wspólnie może rozpalić na nowo płomień, stworzyć społeczność i zapobiec wypaleniu. Zrobiłem więc coś małego, może nawet radykalnego: zapytałem każdego członka personelu w mojej społeczności, czego naprawdę potrzebuje. Nie kolejne szkolenie, nie kolejna polityka, ale coś, co przypomniało nam, kim jesteśmy poza salą wykładową. Zaczęło się od formularza Google i prostego pytania: Co sprawia Ci radość? W ciągu tygodnia moja skrzynka odbiorcza została wypełniona pomysłami, a z nich wyrosła nowa inicjatywa, którą nazwałem „Momenty społeczności pracowników”. Dwa razy w tygodniu w ostatniej części dnia otwieraliśmy przed sobą drzwi naszych klas, nie jako nauczyciele czy ewaluatorzy, ale jako ludzie. Pewnej środy nasza nauczycielka hiszpańskiego przekształciła swoją klasę w mini studio tańca, prowadząc zajęcia salsy, które pulsowały śmiechem i odwagą. Kilka dni później zacząłem uczyć podstawowych zwrotów w języku ASL; nasze głosy zostały zastąpione przez śmiech odbijający się echem po korytarzach, gdy porozumiewaliśmy się w nowym języku. Na siłowni inna koleżanka przeprowadziła nas przez pozycje jogi, a jej spokojny głos przypomniał nam, abyśmy oddychali, gdy pracowaliśmy nad uwolnieniem napięcia z naszych ciał. Nauczyciel plastyki otworzył swój pokój jako sanktuarium wolności twórczej, pozwalając nam malować przy cichej muzyce grającej w tle. Nauczycielka francuskiego zamieniła swoją klasę w paryską kawiarnię, wyposażoną w przekąski, breloczki do kluczy z Wieżą Eiffla i ciepłe zaproszenie do nauki prostych zwrotów. Nie było listy obecności i mandatu. Sama obecność, możliwość wejścia i opuszczenia przestrzeni według własnego uznania i dołączenia do „chwili”, które naprawdę Cię intrygują. Któregoś popołudnia, po jednym z naszych wydarzeń, kolega zwrócił się do mnie i powiedział: „Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowałem”. Ja też nie. Ponieważ troska praktykowana wspólnie może rozpalić na nowo płomień, stworzyć wspólnotę i zapobiec wypaleniu zawodowemu. Te chwile nie „naprawiły” naszego systemu, ale przypomniały nam, że nasza wartość nie jest powiązana z naszymi planami lekcji ani punktami danych. Odzyskiwaliśmy coś, na co szkoły rzadko robią miejsce… naszego człowieczeństwa. To odzyskanie nabrało jeszcze większego sensu, gdy wspólnie prowadziłam sesję rozwoju zawodowego z doradcą szkolnym w klasach świadomych traumy. Zaczęliśmy od niekorzystnych doświadczeń dziecięcych (ACE), czyli skali mierzącej narażenie dzieciństwa na traumę, taką jak molestowanie, zaniedbanie i dysfunkcja gospodarstwa domowego. CDC definiuje ACE jako potencjalnie traumatyczne zdarzenia, które mogą mieć trwały wpływ na zdrowie, zachowanie i uczenie się. Im wyższy wynik ACE, tym większe ryzyko wystąpienia przewlekłych problemów zdrowotnych, depresji, chorób autoimmunologicznych, a nawet przedwczesnej śmierci. Jednak gdy czytałem badania, jedna statystyka mnie zaniepokoiła: sami pedagodzy również mają wysokie wyniki ACE. Podczas szkolenia poprosiliśmy naszych pracowników, aby zastanowili się i podzielili się własną historią ACE, a wielu z nich uzyskało cztery lub więcej punktów. Kilku kolegów opowiedziało, w jaki sposób te wzorce odzwierciedlają ich obecne zmagania w roli pedagogów – nieprzespane noce, migreny, ataki paniki, poczucie, że nauczanie czasami wyzwala w ich dziecięcych instynktach przetrwania. To szkolenie ujawniło prawdę, którą rzadko wymieniamy: pedagodzy dźwigają traumę w milczeniu, profesjonalnie i nieustannie. A jeśli tego nie przyznamy, system będzie nadal wymagał, abyśmy dawali z pustej studni. Ciężar, który absorbujemy: trauma z drugiej ręki w szkołach Prawda jest taka, że ​​trauma, podobnie jak radość, jest zaraźliwa, a nauczyciele są na pierwszej linii frontu bez sprzętu ochronnego. Nauczyciele nie dźwigają tylko własnego bólu; absorbują swoich uczniów”. Termin „wtórny stres traumatyczny” (STS) opisuje przymus emocjonalny, który pojawia się, gdy dana osoba dowiaduje się o traumie innej osoby z pierwszej ręki. W edukacji jest to nieuniknione. Trauma naszych uczniów objawia się w zachowaniu, frekwencji, rozmowach i milczeniu. Pojawia się w oczach, które rzucają się w stronę drzwi, gdy ktoś podnosi głos, w trzaśniętym Chromebooku, odmowie pracy, załamaniu, które wydaje się osobiste, ale nim nie jest. Pisałam o tym w innym artykule, w którym zastanawiam się nad tym, jak uczniowie często wchodzą do naszych klas, niosąc niewidzialne ciężary, takie jak żal, niestabilność i strach, które kształtują sposób, w jaki się uczą, słuchają i pojawiają się w naszych klasach. Każde zachowanie jest próbą komunikowania się z nami, a kiedy nie dostrzegamy historii kryjącej się za reakcją, ryzykujemy błędną interpretację, a w rezultacie odłączenie. W publikacji „Zapobieganie wtórnemu stresowi traumatycznemu u nauczycieli” podano, że prawie połowa nauczycieli doświadcza pewnego poziomu wtórnego stresu traumatycznego, którego objawy obejmują bezsenność po drętwienie emocjonalne. Inne badanie wykazało, że ponad 90 procent personelu szkoły zgłosiło pewien stopień STS, a prawie połowa doświadczyła go w poważnym stopniu. Widziałam taką sytuację w mojej szkolnej społeczności: nauczycielka wychodziła z klasy, aby odetchnąć po złagodzeniu zachowania ucznia, inna cicho płakała w klasie po tym, jak usłyszała, jak dziecko ujawnia molestowanie, jeden z nauczycieli wybiegł, żeby kupić żywność i nowe ubrania dla bezdomnego ucznia, a inna koleżanka jechała z uczniem do szpitala z powodu myśli samobójczych. Dla nauczycieli takich jak ja oznacza to pracę z uczniami, którzy doświadczyli powtarzającej się traumy, w wyniku czego żyjemy w ciągłym narażeniu. Słuchamy, absorbujemy i odpowiadamy, a wszystko to podczas zarządzania IEP, planowaniem lekcji i niewypowiedzianym oczekiwaniem, że „utrzymamy to razem”. Prawda jest taka, że ​​trauma, podobnie jak radość, jest zaraźliwa, a nauczyciele bez sprzętu ochronnego są na pierwszej linii frontu. Jak wygląda budowanie kultury opieki Odbudowa kultury szkolnej nie wymaga wielkich gestów. Wymaga intencjonalności, pokory i projektowania, które honoruje pełnię ludzi. Oto, czego się nauczyłem, że działa: Wellness, który pochodzi z wnętrza: Zaproś pracowników, aby poprowadzili sesje odnowy biologicznej wokół swoich pasji. Chroń ten czas, nie planuj go i nie zamieniaj go w mandat. Prawdziwej opieki nie można wymusić. Kiedy wychowawcy mają wpływ na swoje uzdrowienie, uczestnictwo staje się radością, a nie obowiązkiem. Rozwój zawodowy oparty na traumie, który zaczyna się od dorosłych: Włącz refleksję ACE do rozwoju zawodowego, nie po to, by diagnozować, ale by podnosić świadomość. Połącz je z edukacją na temat biologicznych skutków traumy i koncepcji stresu wtórnego. Oferuj zasoby, skierowania do poradnictwa, informacje o EAP i trwające sesje uważności. Kręgi wzajemnego wsparcia: Stwórz małe, dobrowolne grupy, które spotykają się co miesiąc w celu wysłuchania i refleksji. Normalizuj podatność na zagrożenia, włączając liderów i nauczycieli. Uzdrowienie wzrasta we wspólnym języku i wzajemnym zaufaniu. Współczujące przywództwo: Administratorzy powinni przewodzić z empatią i tworzyć struktury honorujące ludzkość: elastyczny harmonogram, przerwy na relaks, realistyczne obciążenie pracą. Skontaktuj się z personelem, nie w sprawie planów lekcji, ale tego, jak sobie radzą. Efekt fali Rok po rozpoczęciu tej inicjatywy i rozpoczęciu priorytetowego traktowania połączenia coś się zmieniło. Powstały nowe relacje między ludźmi, którzy rzadko ze sobą rozmawiali. Koledzy zaczęli sprawdzać się nawzajem nie tylko pod względem programu nauczania, ale także życia. Nawet uczniowie zauważyli zmianę energii społeczności szkolnej. Widzieli, jak ich nauczyciele częściej się uśmiechają, częściej współpracują, częściej się przytulają i modelują, jak wygląda opieka społeczna. Wykonujemy zawód, który często wymaga nadludzkiej odporności. Ale nie możemy nalewać z pustych kubków. Dobre samopoczucie nauczycieli nie jest luksusem; to konieczność. Jeśli w dalszym ciągu będziemy ignorować skutki traumy, wypalenie zawodowe pozostanie nieuniknione, a rotacja w szkołach nadal będzie wysoka. Budowanie kultury opieki jest aktem oporu wobec systemu, który mierzy wartość pedagoga na podstawie jego osiągnięć. To deklaracja, że ​​nauczanie to nie tylko wysiłek intelektualny, to praca emocjonalna, praca społeczna i praca głęboko ludzka.


已Opublikowany: 2026-01-21 09:00:00

źródło: www.edsurge.com