Idź, znajdź szczęście
Któregoś dnia znalazłem się w ciekawej rozmowie, kiedy ktoś zapytał, czy wstydzę się, że jestem Węgrem. Myślę, że mieli na myśli sytuację polityczną, a konkretnie to, że w moim kraju od dawna nie ma prawdziwej demokracji – tylko z nazwy. Nasz premier jest dobrze znany na całym świecie. Choć pytanie wydawało się nieco obraźliwe, uśmiechnąłem się, bo przypomniało mi, jak skomplikowana, bolesna, a jednocześnie potężna może być ta tożsamość. Węgry to mały kraj. Tak, miejsce niespokojne, historycznie i politycznie. Ale to miejsce jest także domem tętniącego życiem ducha dzikiego intelektu, gdzie wyjątkowi geniusze i odporne dusze niestrudzenie pracują, aby ulepszyć otaczający ich świat. Robią to odważnie i często nie szukając uznania. Na długo przed erą żarówek i smartfonów benedyktyński ksiądz Ányos Jedlik eksperymentował z podstawowymi zasadami działania silnika elektrycznego. On też gazował wodę — no dobra, nie do końca pokój na świecie, ale kto nie kocha napojów gazowanych? Następnie pojawił się Kálmán Kandó, który pomógł zmodernizować europejskie linie kolejowe. Z kolei László Bíró, który sfrustrowany nieszczelnym piórem wiecznym, wynalazł długopis, w wielu krajach do dziś nazywany jest „biro”. W latach trzydziestych XX wieku Albert Szent-Györgyi wyizolował witaminę C i otrzymał za nią Nagrodę Nobla. Osiągnął to za pomocą papryki. Tak, papryka. John von Neumann, prawdopodobnie najmniej węgiersko brzmiący węgierski geniusz, położył podwaliny pod nowoczesny komputer. A w 1946 roku Zoltán…
已Opublikowany: 2026-01-15 21:53:00
źródło: medium.com








