Dlaczego przestałem wierzyć, że każde dziecko powinno być w każdej klasie
Ta historia została opublikowana przez członka Voices of Change. Więcej informacji o stypendium można znaleźć tutaj. Jeden z moich uczniów ma ADHD. W tradycyjnej klasie jego niespokojna energia może być postrzegana jako ciągłe zakłócenie. Ale w mojej mikroszkole w Atlancie, gdzie krótkie, aktywne lekcje i przerwy są częścią programu nauczania dla klas od czwartej do dwunastej, rozwija się. Ledwo może usiedzieć w miejscu przez 10 minut, ale nie musi. Zawsze robimy coś, co pozwala na ruch, a on tu należy. Inny uczeń potrzebuje czegoś innego. Tęskni za delikatną, pielęgnującą obecnością, taką, która koi ciepłem. Będę szczera: wychowywał mnie ojciec, więc moja wersja miłości to struktura, humor i wysokie oczekiwania, a nie uściski i delikatne tony głosu. Dla niego jestem surowy. Podczas gdy jedno dziecko mówi wszystkim, jak bardzo mnie kocha, to dziecko po cichu wierzy, że go nie lubię. Ten sam nauczyciel. Dwa bardzo różne napady. Wtedy zacząłem dostrzegać to, czego nie wolno mi było mówić w szkole publicznej: jedno dziecko tu pasowało, drugie nie. Ci z nas, którzy nauczają i wierzą w edukację dla wszystkich, chcieliby wierzyć, że każda klasa może zaspokoić potrzeby każdego dziecka. Brzmi szlachetnie, a nawet sprawiedliwie. Jednak szkoły nigdy tak naprawdę nie były budowane w ten sposób. Może prawdziwa równość zaczyna się, gdy zaakceptujemy, że przynależność wygląda inaczej w przypadku każdego dziecka i że prawdziwa sprawiedliwość oznacza danie każdemu uczniowi szansy na znalezienie miejsca, w którym faktycznie pasuje. Zmiana perspektywy Kiedy pracowałam w szkołach publicznych, nie miałam wyboru, kto wchodzi do mojej klasy. Oczekiwano, że dotrę do każdego dziecka, niezależnie od jego sprawności, i dźwigałem poczucie winy, gdy moje podejście nie sprawdziło się w przypadku kogoś. Kiedy później założyłam własną szkołę, pomyślałam, że będę służyć wszystkim równie dobrze. Ale rzeczywistość nadeszła szybko. Przez pierwsze trzy lata byłam jedyną nauczycielką, która starała się uczyć każdego przedmiotu, planując każdą lekcję i trzymając wszystko w kupie. Wkrótce moje możliwości stały się jasne: nie mogę uczyć przedmiotów ścisłych. Nienawidziłem tego i każdy nauczyciel przedmiotów ścisłych, którego zatrudniałem, zmagał się z tym samym. Moja szkoła nie została zbudowana dla entuzjastów nauki. Potem przyszli uczniowie z wyjątkowymi osiągnięciami, których chciałem wesprzeć, ale nie mogłem. Będąc głęboko zadłużonym, nie było mnie stać na dalsze szkolenia i certyfikaty. Metodą prób i błędów nauczyłam się, że tworzenie tętniącej życiem przestrzeni czasami oznacza selektywność — nie w dyskryminujący sposób, który kiedyś krytykowałem, ale w sposób, który honoruje to, kim jesteśmy jako pedagodzy i dla kogo nasza szkoła została zbudowana, aby służyć. Myślę szczególnie o jednym uczniu, bystrym chłopcu o wyjątkowości, którego frekwencja była nieregularna. Chociaż był zdolny, rodzice często zwalniali go z pracy, która pomogłaby mu się rozwijać. Próbowałem każdej znanej mi strategii, ale jego postęp utknął w martwym punkcie. W końcu zrozumiałam, że bez zaangażowania rodzica w czas i wiary w możliwości dziecka nawet najlepsze intencje nie spowodują zmiany. Odmowa kontynuowania jego nauki była jedną z najtrudniejszych decyzji, jakie kiedykolwiek podjęłam, ale nie wynikała z odrzucenia; było to zakorzenione w uczciwości. Ten moment nauczył mnie, że bycie selektywnym nie oznacza wykluczenia; liczą się możliwości, dostosowanie i opieka. Moja szkoła jest wspaniała dla właściwej rodziny i dla dzieci, które potrzebują krótkich lekcji, ruchu, elastyczności i struktury okraszonych humorem. Dla innych lepszym rozwiązaniem może być inna szkoła. To nie sprawia, że moja szkoła jest gorsza. To sprawia, że jest to zamierzone. Co to oznacza dla szkół Co by było, gdyby szkoły przyznały tę prawdę na głos? Nie każde dziecko należy do każdej szkoły i nie każdy styl nauczania sprawdza się w przypadku każdego dziecka. Co by było, gdybyśmy przestali zawstydzać nauczycieli za to, że nie docierają do każdego dziecka w ten sam sposób, i zamiast tego zbudowali ekosystemy, w których rodziny i nauczyciele mogliby znaleźć odpowiednią osobę? „Wybór szkoły” to nie tylko przywileje. Chodzi o przynależność. Chodzi o zapewnienie dzieciom przestrzeni, w której zaspokajane są ich potrzeby i osobowości, oraz o zapewnienie nauczycielom swobody służenia w sposób, w jaki im najlepiej służy. Ponieważ pod koniec dnia zawsze wracam myślami do dwóch uczniów, którzy jako pierwsi nauczyli mnie tej lekcji: tego, któremu się udało, i tego, któremu się nie powiodło. Jeden rozkwitł, ponieważ moja szkoła została zbudowana dla niego. Drugi potrzebował czegoś, czego ja nie mogłem dać. Obaj zasłużyli na to, aby znaleźć się w odpowiednich przestrzeniach. To jest sedno wyboru szkoły – nie separacja, nie wykluczenie, ale przekonanie, że każde dziecko i każdy nauczyciel powinno móc powiedzieć: to miejsce zostało stworzone dla mnie.
已Opublikowany: 2025-11-19 09:00:00
źródło: www.edsurge.com








