Co oznaczała edukacja przed klasą…
Co oznaczała edukacja przed klasą… | autor: Nzubechukwunnadi | styczeń 2026 | MediumMapa witryny Kiedy ludzie mówią o edukacji w Afryce, obraz jest prawie zawsze taki sam: sala lekcyjna. Tablica. Biurka ustawione w rzędach. Angielski na ścianach. System, który pojawił się wraz z kolonializmem i pozostał długo po odejściu kolonizatorów. Przez długi czas też akceptowałem ten obraz. Nie kwestionowałem tego. Zakładałem, że wcześniej edukacji było bardzo mało. Może istniała kultura, może tradycja, ale nie edukacja w poważnym tego słowa znaczeniu. Potem zacząłem czytać. I uświadomiłem sobie coś niewygodnego. Nie byliśmy niewykształceni. Edukowano nas inaczej. Na długo przed pojawieniem się klas, nauka odbywała się już wszędzie. Działo się to na farmie, na rynku, w domu, przy ognisku, podczas ceremonii, w ciszy i przy śpiewie. Edukacja nie była czymś, do czego się chodziło. Było to raczej coś, w czym się żyło. Nagle przypomniały mi się moje wczesne lata szkolne; jak wiele naszych lekcji było opakowanych w piosenki, rymowanki i przysłowia. Nawet podręczniki do języka Igbo, z których korzystaliśmy, były nimi wypełnione. Wtedy wydawało się to normalne. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że były one częścią starszego systemu uczenia się, który rozumiał pamięć, rytm i znaczenie znacznie lepiej, niż nam się wydaje. Wiedza była przekazywana przez ludzi, którzy nią żyli. Nie uczy się rolnictwa z książek; nauczyłeś się tego uprawiając ziemię. Nie nauczyłeś się wartości na lekcjach wiedzy o społeczeństwie; wchłaniałeś je, obserwując, jak starsi mówią, poprawiają, dyscyplinują i troszczą się. Nauczyłeś się, co to znaczy należeć do ludu. A edukacja nie ograniczała się do umiejętności. Następnie kształtowała charakter. Uczy powściągliwości, odpowiedzialności i szacunku zarówno dla wspólnoty, jak i dla duchowego porządku spajającego życie. Dorastanie polegało na tym, jak bardzo jesteś gotowy, aby stawić czoła tej fazie życia, a nie tylko wiekowi. Były momenty, w których nauka się intensyfikowała; rytuały przejścia, które zmuszały młodych ludzi do zatrzymania się, refleksji i świadomego wkroczenia w kolejny etap życia. Najbardziej uderzyło mnie to, że edukacja nigdy nie była oderwana od rzeczywistości. W przeciwieństwie do tego, jak kiedykolwiek przypisujemy jej wiarę lub nawet zdajemy sobie z tego sprawę, edukacja odpowiadała na pytania, które tak naprawdę stawiało życie. Zacząłem się więc zastanawiać. Co się dzieje, gdy system edukacji nie mówi już językiem swojego otoczenia? Kiedy dzieci są wychowywane do świata, w którym nie żyją, na przykładach, do których nie mogą się odnieść, jednocześnie mając wiedzę o własnym gleba jest traktowana jako coś gorszego… lub, co gorsza, zakazana? Wciąż pamiętam, że w szkole zakazano mi mówić w moim ojczystym języku. Tylko po angielsku. Żadnego „wernakularnego”. W tamtym czasie wydawało się, że to postęp. Teraz widzę koszty. Wielu z nas ledwo mówi płynnie w naszych językach ojczystych, a mimo to mówi się, że edukacja się powiodła. Jako nauczyciel przedmiotów ścisłych czasami zatrzymuję się i zadaję sobie trudne pytania. Gdzie dziecko z niestabilnym prądem elektrycznym spotyka się z prawem Ohma w prawdziwym życiu? Nie dlatego, że prawo nie jest ważne, ale dlatego, że uczenie się bez kontekstu powoli uczy, że wiedza jest abstrakcyjna, obca i odłączona od waszego świata. A jednak nasi przodkowie uczyli się inaczej. Uczyli się przez działanie. Obserwując. Uczestnicząc. Będąc odpowiedzialnym przed społecznością, która obserwowała ich rozwój i korygowała je, gdy zbłądziły. Każdy miał udział w każdym dziecku. To jest ta część, której nie straciliśmy całkowicie. Społeczność wciąż tutaj ma znaczenie. Wciąż gdzieś w głębi duszy wiemy, że dzieci nie należą tylko do jednego gospodarstwa domowego. Może więc nie chodzi o to, jak Afryka może nadrobić zaległości edukacyjne. Może chodzi o to, o czym zapomnieliśmy, kiedy przestaliśmy ufać własnemu sposobowi poznania. Nie opowiadam się za powrotem do przeszłości. Walczę o pamięć. Do integracji. Na tyle pokory, by przyznać, że zanim pojawiły się importowane systemy, wiedzieliśmy już, jak wychowywać zdolnych, odpowiedzialnych i uziemionych ludzi. Przyszłość afrykańskiej edukacji nie polega na kopiowaniu lepszych modeli z innych miejsc. Leży na pamiętaniu, że nauka przebiega najlepiej, gdy jest ludzka, wspólnotowa, praktyczna i zakorzeniona w znaczeniu. Czasami najbardziej radykalną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest spojrzenie w głąb siebie i uświadomienie sobie, że nigdy nie byliśmy tak puści, jak nas uczono. Naciśnij Enter lub kliknij, aby wyświetlić obraz w pełnym rozmiarze
已Opublikowany: 2026-01-13 20:27:00
źródło: medium.com








