Ponowne przemyślenie tego, co wybieramy do pomiaru w szkołach
Siedząc na niedawnym spotkaniu administratorów okręgu, byłem podekscytowany nową platformą danych uczniów, którą wdraża mój okręg. To nowe narzędzie, zwane chwytliwym akronimem i prezentowane na efektownym panelu, będzie gromadzić różnorodne informacje na temat umiejętności, sposobu myślenia i osiągnięć uczniów. Pozwoliłoby nam to podzielić informacje na podgrupy i przypisać ogólne oceny uczniom, co pomogłoby nam określić, kto potrzebuje dodatkowego wsparcia. Początkowo byłem entuzjastycznie nastawiony do tego, jak może to pomóc nauczycielom lepiej rozumieć uczniów i poprawiać ich wyniki. Jednak od tego czasu, po rozmowach z nauczycielami w moim budynku i zastanowieniu się nad własnymi doświadczeniami z wykorzystaniem danych w klasie, zacząłem się zastanawiać, czy skupiamy się na niewłaściwych danych, czy też nie kładziemy zbyt dużego nacisku na dane ogółem. Uwielbiam patrzeć na dane. Jestem podekscytowany, gdy dane mnie zaskakują lub pokazują mi coś wyraźniej. Motywujące jest widzieć linie trendu nachylone w górę i zielone strzałki skierowane w stronę nieba. Dane mogą pomóc nam zobaczyć szerszą perspektywę, patrząc na większe systemy. Widzimy, które szkoły zawieszają zbyt wielu uczniów kolorowych i które okręgi poprawiają wyniki w czytaniu. Jako administrator uważam, że jest to pouczające i pomocne w podejmowaniu decyzji przez szkoły. Jednak w miarę jak dane docierają do klas i poszczególnych uczniów, ich użyteczność i wpływ stają się coraz bardziej niejasne. W szkole Montessori, w której uczę, gdzie skupiamy się na prowadzeniu dziecka zgodnie z jego zainteresowaniami i gotowością, dane, które musimy zebrać, wpływają na to, na czym się skupiamy, często w nieoczekiwany sposób, a czasem ze szkodą dla samego systemu. Nauczanie na potrzeby testuMoja szkoła zakończyła się sukcesem, a spojrzenie na nasze roczne świadectwo szkolne powinno być dla nauczycieli powodem do dumy. Karta raportu opiera się głównie na wynikach naszych egzaminów państwowych z matematyki i czytania, a na podstawie wyników naszych uczniów dokonywane są różne obliczenia. Kiedy jednak udostępniliśmy najnowszy raport, z którego wynikało, że nasza szkoła po raz kolejny przekroczyła oczekiwania, wyniki spotkały się ze wzruszeniem ramion i stłumionym aplauzem. Nie chodzi o to, że nie są dumni z tego, co potrafią nasi uczniowie; po prostu dostrzegają wąski zakres danych i ich pośredni związek z tym, co dzieje się w ich klasach Montessori. Kiedy zwróciłem uwagę, że na naszym świadectwie widać, że osiągnięcia w matematyce wymagają poprawy, odpowiedziałem: „Czy twierdzisz, że powinniśmy uczyć pod egzamin?” Wiedzą, że moglibyśmy oszukać system, koncentrując się na przygotowaniach do testów i konkretnych pytaniach, jakie mogą napotkać ich uczniowie. Ponieważ w naszych klasach realizujemy program nauczania Montessori obejmujący trzy poziomy klas, nasza kolejność nie zawsze jest zgodna ze standardami na poziomie klas, co może zostać wykazane na testach, gdy uczniowie uzyskują słabe wyniki z tematów, z którymi jeszcze nie zostali zapoznani. Moglibyśmy dostosować nasz program nauczania do testu i skoncentrować nasze nauczanie na tym, co ocenia test, ale jest to sprzeczne z naszą filozofią, zgodnie z którą pozwalamy uczniom na dokonywanie wyborów dotyczących nauki we własnym tempie. Mając na uwadze to napięcie, zastanawiam się, czy dane nie zniekształcają kierunku, w jakim koncentruje się edukacja? Nasze obecne skupienie się na wynikach z czytania i matematyki w oparciu o standardowe testy jest częścią tego, czego oczekujemy od naszych szkół. Nauczyciele jednak wiedzą, że uczniowie są w stanie osiągnąć znacznie więcej, niż wynika z naszych świadectw. Czy istnieje jakiś złoty wskaźnik, którego jeszcze nie znaleźliśmy – miara taka jak szczęście lub rozkwit – który byłby bardziej znaczący? I oczywiście, jeśli go znajdziemy, czy nie ulegnie on również zniekształceniu? Przeciążenie informacjami Widziałem niesamowitych nauczycieli, którzy potrafili nawiązać kontakt z dziećmi i zapewniali bogate doświadczenia edukacyjne, wzruszonych do łez, ponieważ w arkuszu danych było zbyt dużo czerwieni. W naszym okręgu duży nacisk kładzie się również na wykorzystywanie danych w celu ustalenia, którzy uczniowie kwalifikują się do dodatkowego wsparcia poprzez różnicowanie, interwencje i zindywidualizowane nauczanie. Administracja wymaga od nas organizowania comiesięcznych spotkań w celu przeglądu danych uczniów i ustalenia, kto robi postępy, a kto może potrzebować większego wsparcia. Z jednej strony wydaje się to świetną praktyką pozwalającą określić, kto potrzebuje pomocy, ale w rzeczywistości zdolność systemu do działania w oparciu o te informacje jest nadmiernie napięta, co prowadzi do zniekształceń, a ostatecznie do wypalenia zawodowego. Pamiętam swoje frustracje, jakie towarzyszyły mi jako nauczycielowi podczas tych spotkań. Dane były interesujące i mogły pomóc Ci potwierdzić lub zakwestionować Twoje wyobrażenia na temat uczniów na podstawie obserwacji zajęć w klasie. Jednak nieczęsto dostarczało informacji przydatnych dla wspierających uczniów. Czas spędzony na tych spotkaniach przewyższał korzyści, jakie z nich uzyskałem, i zabrał mi niewiele czasu, jaki miałem na przygotowanie się i zaplanowanie zajęć dla moich uczniów. Nauczyciele, z którymi pracuję, regularnie wyrażali uczucie przytłoczenia ilością informacji, które muszą wziąć pod uwagę, oraz testów wymaganych do ich zebrania. W naszych pierwszych klasach, w związku z nowym prawem stanowym nakładającym obowiązek przeprowadzania wczesnych ocen umiejętności czytania i pisania, uczniowie co miesiąc poddawani są testom sprawdzającym rozpoznawanie dźwięków liter i płynność czytania ustnego. Generuje to niekończący się strumień danych, z którymi trzeba się zmagać, i ciągłe poczucie konieczności zrobienia więcej, aby sobie z tym poradzić, co zwiększa stres dla nauczycieli, uczniów i systemu. Widziałem niesamowitych nauczycieli, którzy potrafili nawiązać kontakt z dziećmi i zapewniać bogate doświadczenia edukacyjne, doprowadzanych do łez, ponieważ w arkuszu kalkulacyjnym było za dużo czerwieni. Nauczyciele nie mają czasu na ocenę i sprawdzenie wszystkich danych, których się obecnie od nich oczekuje, a comiesięczne kontrole wskaźników wczesnego czytania zabierają czas na faktyczne nauczanie tych umiejętności. Reagowanie na gromadzone dane oznacza zaprzestanie tego, co robisz i znalezienie nowych sposobów, aby pomóc dzieciom dowiedzieć się, czego według danych potrzebują. Od nauczycieli oczekuje się znalezienia nowych zasobów oraz określenia, kiedy i jak pracować z małymi grupami, które potrzebują podobnego wsparcia, zapewniając jednocześnie znaczące możliwości uczenia się innym uczniom. I oczywiście różne dzieci potrzebują różnych rzeczy, więc trzeba to robić dla wielu grup, co jest nierealne, gdybyśmy oczekiwali, że wszyscy nauczyciele będą w stanie to zrobić. Znaczące pomiary Szkoły, w obecnym kształcie, nie powinny reagować na ilość gromadzonych przez nas danych. Miały na celu przekazywanie grupie uczniów zestawu informacji w określonej kolejności każdego roku, a następnie ocenianie ich na podstawie tego, jak dobrze nauczyli się tego, czego się od nich oczekiwano. Miały na celu wskazanie, którzy uczniowie mogą spełnić standardy, a którzy nie, a nie zapewnienie każdemu dziecku możliwości nauki i rozwoju. Kiedy byłem nauczycielem w klasie, rejestrowałem, ile książek czytają moi uczniowie każdego miesiąca. Nie było to poparte badaniami ani uzasadnione naukowo, ale uznałem, że dane okazały się pomocne w określeniu, kto czytał, a kto nie, i zastanowieniu się, w jaki sposób mogę go wesprzeć. W niektórych przypadkach pomogło mi to skierować dzieci do książek, które mogły je zainteresować; w innych przypadkach po prostu dawało mi znać, że dane dziecko nie przepadało za czytaniem i na razie może to być w porządku. Dane nie były skomplikowane, ale pozwoliły mi określić ilościowo to, co zaobserwowałem w mojej klasie, w sposób, który był dla mnie znaczący i, co najważniejsze, pomógł mi nawiązać kontakt z moimi uczniami jako całością. Kluczowym elementem filozofii Montessori jest nauczyciel jako obserwator — obserwujący i dokumentujący to, co uczniowie wybierają i robią, aby zrozumieć i ocenić, na co są gotowi. Każdy nauczyciel powinien mieć czas i przestrzeń, aby mierzyć i śledzić to, co wydaje mu się znaczące i pomocne. Może to wyglądać inaczej w przypadku każdego nauczyciela, ale ważnym czynnikiem jest to, że ma to dla nich znaczenie i jest powiązane z ich uczniami i ich praktyką. Podobnie musimy pamiętać, że standaryzacja oczekiwań wobec uczniów jest sprzeczna z tym, co wiemy o rozwoju ludzi. Zbiór danych zawsze będzie się różnić — nie ma miernika, według którego wszyscy jesteśmy tacy sami. Jako administrator odpowiadam za zrozumienie i wykorzystanie danych w przydatny sposób, a jednocześnie chronię nauczycieli i uczniów przed czynnikami rozpraszającymi i zniekształcającymi, które podważają szersze cele, jakim jest tworzenie możliwości rozwoju i uczenia się dla wszystkich uczniów. Ostatecznie dane powinny służyć raczej jako wskazówka, a nie regulator, informujący o naszych decyzjach, bez przyćmiewania ludzkich elementów nauczania i uczenia się. Jeśli uda nam się osiągnąć tę równowagę, możemy stworzyć systemy, które uwzględniają zarówno złożoność dzieci, jak i profesjonalną mądrość wychowawców, którzy znają je najlepiej.
已Opublikowany: 2025-12-17 09:00:00
źródło: www.edsurge.com








