Odporność Kubańczyków jest siłą, ale także pułapką
Kiedy na początku tego miesiąca usłyszałem, jak prezydent Trump przechwalał się, że Kuba bez pomocy pozbawionej głowy Wenezueli wydaje się „gotowa do upadku”, od razu pomyślałem o Joseito, Kubańczyku po trzydziestce, którego poznałem kilka lat temu, gdy zbierałem materiały do książki. Mieszkał w Hawanie z żoną i dwiema małymi córkami w pokojach sąsiadujących z matką, Lili, zagorzałą komunistką. Joseito nie podziela lojalności swojej matki wobec rewolucji, ale mając dwójkę małych dzieci nie może tak po prostu wyjechać. Joseito utrzymywał się z naprawy mebli. Jego największym wyzwaniem, jak powtarzał mi wiele razy, było po prostu zdobycie potrzebnych materiałów. Zatem, co widziałem wielu Kubańczyków, przystosował się do niedoborów nieodłącznie związanych z centralnie kontrolowaną gospodarką kubańską, improwizując. Ostrożnie usunął gwoździe i śruby i użył ich ponownie. Zbierał skrzynie i palety w poszukiwaniu drewna liniowego do naprawy krzeseł i sof. I co zdumiewające, przeszukał Hawanę w poszukiwaniu wyrzuconych opon, które genialnie przerobił na paski, tworząc zastępczą sieć dla zapadających się sof i krzeseł. Joseito i wielu innych podobnych mu Kubańczyków, których poznałem, sprawiają, że wcale nie jestem przekonany, że Kuba jest gotowa upaść. Mimo całego podziwu, jaki darzę Kubańczyków i ich odporności w obliczu niepokojących warunków, które wydają się coraz gorsze, jest dla mnie jasne, że ich największa siła stwarza także ich najbardziej niepewną słabość. To ich zdolność do adaptacji, tak jak Joseito, dała im siłę, by przetrwać ponad 60 lat niespełnionych rewolucyjnych obietnic Fidela Castro. Nauczyli się, jak kanibalizować samochody, aby utrzymać swoje wspaniałe kabriolety z lat 50. na drodze – wystarczy tylko nie przyglądać się zbyt uważnie plamom rdzy na błotnikach ani zniszczonym chińskim częściom pod maską. Niedobór wołowiny? Wymyślili sposób pieczenia skórek grejpfrutów, aby przypominały stek. Kubanki odkryły, że atramentowe wnętrzności baterii mogą pełnić funkcję farby do włosów. Nic tam nie jest jednorazowe, a wszystko jest ponownie wykorzystywane. Jednolitrowe plastikowe butelki po napojach doskonale sprawdzają się jako zamienniki nieszczelnych zbiorników paliwa w motocyklach. Odcięcie dopływu olejku witalnego w Wenezueli z pewnością sprawi, że Kubańczycy będą jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Od lat borykają się z długimi przerwami w dostawie prądu, które po hiszpańsku nazywają apagonami. Jednak stały się one tak powszechne i tak trwałe, że Kubańczycy sarkastycznie świętują teraz alumbrones, krótkie godziny, w których można włączyć światła. Znajdą sposób, aby poradzić sobie z nadchodzącym zaciskaniem pasa, bez osłabiania rządu zgodnie z przewidywaniami Waszyngtonu. Kiedy ludzie mają tak mało, niewielu zaryzykuje utratę tego, ściągając na siebie gniew rządu. Tylko dwa razy miało miejsce coś takiego jak powstanie ludowe. Pewnego razu w 1994 r., podczas tak zwanego Periodo Especial, po upadku Związku Radzieckiego, zakończyły się miliardowe dotacje, które utrzymywały rewolucję przy życiu. I znowu w 2021 r., kiedy Kubańczycy połączeni telefonami komórkowymi wyszli na ulice, aby dać upust swojej wściekłości. W obu przypadkach rząd Castro szybko stłumił protesty, a cierpienie ludzi nie słabło. Na Kubie jest tylko jedna partia polityczna. Nie ma zorganizowanych grup sprzeciwu. Protestujący trafiają do więzienia. Ci, którym znudzi się protestowanie, odchodzą. Nie ma broni, nie ma opozycyjnych mediów ani granicy lądowej, przez którą można by zorganizować bunt. Chociaż od 2020 r. z wyspy uciekło ponad 2 miliony Kubańczyków, wielu lojalistów utrzymujących się z reżimu pozostaje w kraju i mają zbyt wiele do stracenia, by po prostu zwrócić się przeciwko lewicowej gerontokracji, która nadal pociąga za sznurki. Reżim z powodzeniem dokooptował armię – jedyną wciąż funkcjonującą instytucję kubańską – powierzając generałom kierownictwo nad hotelami turystycznymi i przeznaczając dochody z turystyki na wsparcie sił zbrojnych. Innym powodem, dla którego ludzie na ulicach mogą niechętnie opierać się zmianom, jest obawa, że zamknięcie drzwi przed erą Castro otworzy kubańskiej diasporze w Miami drogę do powrotu i odzyskania tego, co kiedyś należało do nich. Występują również napięcia rasowe, ponieważ większość Kubańczyków rasy czarnej i rasy mieszanej na wyspie martwi się, że bogaci, głównie biali Kubańczycy, emigranci, ponownie przejmą władzę. Najprawdopodobniej potrzebny będzie nacisk z zewnątrz, aby obalić liczący sześć dekad system Castroite. Czy, jak i kiedy – nie wiadomo. Na razie, gdy naród staje się biedniejszy bez wenezuelskiego handlu, lojaliści, tacy jak matka Joseito, Lili, będą nadal mieć oko na dysydentów. A odporność Kubańczyków takich jak Joseito będzie w dalszym ciągu poddawana próbie. Kiedy skończą mu się łyse opony do recyklingu, znajdzie inny sposób na zdobycie tego, czego potrzebuje, żałując jednocześnie, że on i jego rodzina nie są gdzie indziej. Anthony DePalma, były korespondent zagraniczny New York Timesa, jest autorem kilku książek, w tym „The Cubans: Ordinary Lives in Extraordinary Times” oraz nadchodzącej „On This Ground: Hardship and Hope at the Toughest Prep School in America”.
已Opublikowany: 2026-01-15 11:07:00
źródło: www.latimes.com








