
Moje postanowienie noworoczne przychodzi późno, ale nie może być ważniejsze | Ranjana Srivastava
Ostatniego dnia 2025 roku wraz ze starym przyjacielem ubolewamy, że zwykłe postanowienia, takie jak więcej ćwiczeń, mądrzejsza praca i bycie lepszym rodzicem, zaczynają wydawać się męczące. Przecież w tej drugiej fazie naszego życia, jeśli nie znajdziemy drogi naprzód, warto przyjrzeć się celom, a nie ich realizacji. Dla rozrywki mówię jej, że tego ranka zadzwoniła do mnie amerykańska stacja informacyjna, aby umówić się na „pilny” wywiad. Zmieniałem wszystko tylko po to, by producent anulował projekt bez wyjaśnienia. Nie przeszkadzało mi odwołanie spotkania, ale nienawidziłam możliwości, że moi pacjenci mogli poczuć się niedogodni. Żartujemy, że nasza reakcja na stwierdzenie „Okazuje się, że nie będziemy już Was potrzebować” może być po prostu naszym nowym wyzwaniem, biorąc pod uwagę wszystkie miejsca, w których się pojawia – od pacjentów i instytucji, które nas podrzucają, po przyjaciół i krewnych, którzy zrywają kontakt. Niespodziewanie moim pierwszym wyzwaniem w nowym roku jest pogrzeb. Hindusi zazwyczaj nazywają swoich niespokrewnionych ze sobą starszych osób wujkiem i ciotką. Oznacza szacunek, ale pomaga także w zapamiętywaniu imion. Wujek, którego odbywa się pogrzeb, jest ojcem starego przyjaciela. Po przybyciu do Australii w schyłkowych latach polityki Białej Australii wujek stał się rzadkim naukowcem, którego prace odniosły komercyjny sukces. Jednak jego najbardziej dalekosiężna praca nastąpiła po przejściu na emeryturę, kiedy on i jego żona zaangażowali się w działalność społeczną. Łącząc się z małą grupą podobnie myślących ludzi, podtrzymywali przy życiu bogactwo indyjskiego dziedzictwa w powstającej diasporze poprzez muzykę, taniec i duchowość. Wiele z tych osób, w tym para, zostało odznaczonych australijskimi odznaczeniami za tę istotną służbę dla społeczeństwa. Spośród wielu indyjskich festiwali Holi – huczny festiwal kolorów – jest moim ulubionym i to właśnie tam prawdopodobnie po raz pierwszy spotkałem wujka. Między zabawą kolorami publiczność mogła obejrzeć program kulturalny, który pokazał siłę różnorodności. Wykonawcy i prelegenci byli starzy i młodzi, urodzili się i wykształcili na całym świecie – dzięki swoim wyjątkowym talentom tkali tkaninę australijskiej wielokulturowości. Po uruchomieniu odnoszącej sukcesy organizacji non-profit mającej na celu pomoc ludziom w kryzysie, wujek marzył o swoim kolejnym działaniu. Dla kogoś tak żywotnego i produktywnego jego szybkie przejście od choroby do śmierci wydawało się rażąco niesprawiedliwe. Ale jak to miażdżąco zauważył poeta Pablo Neruda, można wyciąć wszystkie kwiaty, ale nie można powstrzymać nadejścia wiosny. Uczestnicząc w wielu pogrzebach w ciągu mojej wieloletniej pracy onkologa, zdaję sobie sprawę, że ta okazja pozwala na ostateczny rozliczenie się z tym, jak ktoś przeżył życie. Kiedyś uczestniczyłem w takim, gdzie jedynymi żałobnikami byli niosący trumny i ja. W wielu ławkach zapełnili się ludźmi. Tak czy inaczej, zawsze jestem zaskoczony i upokorzony tym, jak mało znałem zmarłego. Pogrzeb wujka nie jest wyjątkiem. W tym ogromnym tłumie każdy ma swoją historię. Studenci, których uczył i współpracownicy, którym pomagał. Nowi migranci, którzy przyszli po poradę i nigdy nie wyjechali. Ci, którzy zostali zarażeni jego poczuciem celu. Ci, których zainspirowało jego zaangażowanie na rzecz dobra publicznego. Ceremonia jest mistrzowskim wykładem wdzięku i godności. Pochwały radzą sobie z żalem bez mdłego sentymentalizmu. Nieoczekiwaną obecnością jest nagranie wideo, na którym wujek recytuje swoim dźwięcznym głosem te same znaczące modlitwy, które odmawia teraz w ramach swoich ostatnich namaczeń. Nie mogę przestać się zastanawiać, czy kiedykolwiek wyobrażał sobie wykorzystanie jego twórczości w nowatorski sposób. Kiedy jego syn odprawia starożytne hinduskie rytuały przed otwartą trumną ojca, z zapartym tchem i złamanymi sercami obserwujemy jego odwagę i opanowanie. Wcześniej znajomy zauważył, że nawet na pogrzebie niewiele osób znajduje powód do kontemplacji własnej śmiertelności, więc przewróciłem oczami. Teraz, w ciszy podczas rytuałów, zauważam jedną osobę na You Tube, drugą na ChatGPT, trzecią sprawdzającą makijaż, a czwartą przewijającą znaleziska modowe. Telefony dzwonią, a przedmioty brzęczą. Bycie nieruchomym jest naprawdę trudne. Czytając to, można by pomyśleć, że dobrze znałem wujka, ale nasze interakcje były rzadkie; jak wszyscy, myślałem, że spędzę z nim więcej czasu. Dlatego intensywność mojego smutku z powodu jego śmierci zaskakuje mnie i skłania do pytania: dlaczego. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że dzięki niemu poczułam się widziana. Emanował dumą i szacunkiem z moich osiągnięć, jakby nigdy nie słyszał o czymś bardziej wyjątkowym. Kiedy spotykaliśmy się na organizowanych przez niego imprezach, witał mnie jak dawno niewidzianego przyjaciela i zawracał mi głowę, jakbym była głównym gościem. I nigdy, przenigdy nie zapomniał powiedzieć moim rodzicom, jak bardzo mnie kocha. Jeśli sprawianie, że ktoś czuje się widziany, jest uważane za „najgłośniejszą” formę miłości, nie ma głośniejszego głosu. Kiedy był chory, zwracał się do mnie o radę, chociaż wiedział, że nie jestem ekspertem w jego chorobie. Był to wyraz zaufania, ale i pokory intelektualnej, która jest dobrą tarczą, aby nie czuć się zagrożonym przez innych. Rzeczywiście, jego najlepsze osiągnięcia prawdopodobnie wynikały z niezwykłej umiejętności nietraktowania siebie zbyt poważnie i bycia otwartym na rady. Pogrzeb kończy się i wyłaniamy się w dzień ciepłego słońca, jasnych kwiatów i niczego niepodejrzewających ptaków, a wszechświat ostrzega nas, abyśmy nie traktowali siebie zbyt poważnie. Podążamy za księdzem śpiewając, zanim cicho pożegnamy się z nami. Potem, u człowieka wielkiego i skromnego w życiu, łzy zastępuje długotrwała owacja na stojąco – wzruszająca, doskonała i w jakiś sposób podnosząca na duchu. Później koleżanka pyta o pogrzeb. Mówię jej, że mamy odpowiednie postanowienie noworoczne. Chodzi o to, aby inni – zwłaszcza nasi pacjenci – poczuli się widziani poprzez nasze codzienne działania, abyśmy pewnego dnia, gdy świat nieuchronnie powie: „Nie będziemy już Was potrzebować”, osiągnęliśmy nasz cel.
已Opublikowany: 2026-01-13 14:00:00
źródło: www.theguardian.com







