
„Ukryta maszynownia”: jak historycy-amatorzy napędzają badania genealogiczne
Jesienne światło słoneczne przebija się przez cicho opadające liście, gdy Louise Cocker stoi przed nagrobkiem Jamesa Henry’ego Payne’a i robi szybkie zdjęcie. Payne zmarł w wieku 73 lat w październiku 1917 r. i został pochowany w mieście North Walsham w Norfolk wraz ze swoją żoną Eleanor i synem Jamesem Edwardem, który zginął w bitwie pod Vimy Ridge w kwietniu 1917 r. „Nie zaginął”, czytamy na prostej płycie, „ale zniknął wcześniej”. To daleko od pierwszego nagrobka, który 53-letnia Cocker w Norfolk sfotografowała – w rzeczywistości w ciągu 24 lat uchwyciła prawie pół miliona z nich jeździ po hrabstwie w weekendy i dni wolne od pracy w lokalnym supermarkecie Lidl. W rezultacie stworzyła niezwykły zbiór danych obejmujący 615 000 nazwisk – w wielu grobach znajduje się więcej niż jedna osoba – co eksperci uważają za jeden z najbardziej kompleksowych zapisów fotograficznych nagrobków i pomników w Anglii. „Po prostu pasjonuję się tym, naprawdę” – mówi Cocker. „Wiem, że to brzmi szalenie”. Urok leży po części w spokoju spędzania czasu na cmentarzach, mówi, gdzie delikatnie sprząta zarośnięte pomniki, często w towarzystwie swojej matki, Angeli Parke lub męża Neila. Ale także: „Po prostu lubię pomagać ludziom. Możesz sprawić komuś radość, pomagając mu znaleźć przodka, którego szuka. To naprawdę miłe uczucie. „Dla niektórych hobby Cocker może być specyficzne, ale ona jest tylko jedną z wielu historyków-amatorów, których prywatną pasją jest „ukryta maszynownia” brytyjskiego boomu w badaniach genealogicznych. Według Mary McKee, kierownika archiwów w brytyjskiej witrynie internetowej poświęconej historii rodziny Findmypast, która ułatwia dostęp między innymi do bazy danych Cockera, „podstawą całej naszej branży są niezależni genealogowie”. „Jeśli zaczynasz zajmować się genealogią, myślisz o aktach urodzenia, małżeństw i zgonów, a następnie o aktach stanu cywilnego, spisach ludności itd.” – mówi McKee – informacje gromadzone przez państwo i często przechowywane w Archiwach Narodowych lub Bibliotece Brytyjskiej. „Ale co potem? Jak opowiedzieć pełniejszą historię?” Często wtedy w grę wchodzą prywatne obsesje poszczególnych osób. Oprócz udostępniania oficjalnych danych, takich jak spisy ludności i akta wojskowe, oraz współpracy z około 200 bibliotekami i archiwami, Findmypast licencjonuje także zbiory danych zebrane przez około 40 zawziętych amatorów, takich jak Cocker, którzy pasjonują się własnym, często bardzo specyficznym obszarem historii. Jednym z nich jest Cliff Webb, były broker ubezpieczeniowy obecnie mieszkający w Hampshire. Jako młody człowiek pracujący w londyńskim City zainteresował się historią rodziny, którą uważano za ekscentryczną, ale która mogła przydać się zawodowo – mówi. „Było mnóstwo osób, które mogły porozmawiać z klientami o piłce nożnej, ale ludzi, którzy mogliby im pokazać, gdzie (prezydent USA) John Quincy Adams wziął ślub (w londyńskim kościele All Hallows by the Tower) było niewielu”. Przez dziesięciolecia zgromadził bogactwo zbiorów danych, w tym indeks setek tysięcy praktykantów i ich pracodawców od 1442 r. oraz szczegółowy katalog spraw sądowych rozpatrywanych w Surrey między XIV a XIX wiekiem. Obecnie Webb koncentruje się na testamentach spisywanych w londyńskich sądach kościelnych w okresie elżbietańskim i ma nadzieję sporządzić indeks obejmujący aż 300 000 „zanim umrę lub całkowicie oszaleję”. Dlaczego? „Myślę, że testamenty są najbardziej zbliżone do tego, co czuli się wówczas zwykli ludzie” – mówi. „To prawdziwa ludzkość – ludzie kłócą się i godzą. Jest w nich całe ludzkie życie. „Dla emerytowanego naukowca Marka Peela pasją rejestrowania „historii ludzi, którzy w przeciwnym razie milczeliby”, co napędzało jego trwającą od kilkudziesięciu lat pracę w wolnym czasie nad tworzeniem nowego zbioru danych na temat ofiar cywilnych drugiej wojny światowej w Wielkiej Brytanii. Mówi, że w tamtym czasie dołożono wszelkich starań, aby odnotować tożsamość osób zabitych w nalotach bombowych. Łącząc nazwiska zarejestrowane przez Komisję ds. Grobów Wojennych Wspólnoty Narodów ze współczesnymi planami ulic, rejestrami pochówków i innymi źródłami, jego dane zapewniają znacznie więcej tekstury i szczegółów na temat zmarłych. „Ludzie robili najbardziej niesamowite rzeczy w najbardziej wstrząsających okolicznościach, aby mieć pewność, że ludzie nie zostali zapomniani i po prostu zagubieni” – mówi Peel, który rozpoczął swoją pracę podczas pracy w rodzinnej Australii, a obecnie mieszka w Leicestershire. „I to też było częścią mnie. Chcę, żeby ci ludzie byli tam w aktach, z czymś bardzo namacalnym. Oto ich imiona i nazwiska, oto ich relacje. Tutaj zginęli. „Myślę, że każda z tych osób ma historię i każdej z nich należy się pamięć, a nie dlatego, że byli bohaterami. Nie były. Zostali wplątani w coś przerażającego i musimy pamiętać, że było to przerażające”.
已Opublikowany: 2025-12-26 06:00:00
źródło: www.theguardian.com







